Pozew Google o ochronie konkurencji jest zwiastunem wzburzonych wód dla zmian Apple IDFA

Apple IDFA
Czas czytania: 2 minuty

Choć nadchodził długi czas, pozew sądowy Departamentu Sprawiedliwości przeciwko Google nadszedł w ważnym momencie dla branży technologii reklamowych, ponieważ marketerzy przygotowują się na paraliżujący Apple Identyfikator dla reklamodawców (IDFA) zmiany. A ponieważ Apple został również oskarżony w niedawnym 449-stronicowym raporcie Izby Reprezentantów USA o nadużywanie swojej władzy monopolistycznej, Tim Cook musi bardzo uważnie rozważyć swoje kolejne kroki.

Czy rosnący uścisk Apple na reklamodawcach może sprawić, że stanie się kolejnym gigantem technologicznym, któremu zostanie wniesiony sąd? To jest pytanie, nad którym obecnie zastanawia się branża technologii reklamowych o wartości 80 miliardów dolarów.

Na razie wydaje się, że Apple Inc. utknęło między młotem a kowadłem: wydało miliony, aby ustawić się jako firma zorientowana na prywatność użytkowników i opracować zamiennik IDFA, który był kamieniem węgielnym spersonalizowanej reklama cyfrowa od lat. Jednocześnie rezygnacja z IDFA na rzecz jej zastrzeżonego systemu zamkniętego SkAdNetwork uczyniłaby Apple jeszcze bardziej prawdopodobnym kandydatem do pozwu antymonopolowego.

Jednak w związku z niedawnym odłożeniem zmian IDFA na początek 2021 r. Apple wciąż ma czas, aby zmienić swoją obecną trajektorię i uniknąć pójścia w ślady Google. Byłoby mądrze, gdyby gigant technologiczny zwrócił uwagę na przypadek Google i albo utrzymał IDFA, albo przebudował SkAdNetwork w sposób, który nie uzależnia całkowicie reklamodawców od zmonopolizowanych danych użytkowników.

W obecnej formie Propozycja Apple SkAdNetwork wygląda na jeszcze większy krok w kierunku monopolu niż to, co zrobił Google w branży wyszukiwania. Chociaż Google jest zdecydowanie największym graczem w swojej dziedzinie, istnieją przynajmniej inne alternatywne wyszukiwarki, z których konsumenci mogą swobodnie korzystać. Z drugiej strony IDFA ma wpływ na cały ekosystem reklamodawców, marketerów, dostawców danych konsumenckich i twórców aplikacji, którzy mają niewielki wybór, jak tylko grać w piłkę z Apple.

To nie pierwszy raz, kiedy Apple wykorzystuje swoją przewagę, aby zmusić rynek do dostosowania się. W ostatnich miesiącach twórcy aplikacji sprzeciwiali się gigantycznej 30-procentowej prowizji Apple od całej sprzedaży dokonywanej w sklepach z aplikacjami - to ogromna bariera dla monetyzacji. Tylko firmy odnoszące duże sukcesy, takie jak Epic Games, mają nawet możliwość prowadzenia legalnej bitwy z gigantem technologicznym. Ale nawet Epic do tej pory nie zdołał wymusić ręki Apple.

Jednak przy obecnym tempie trwające postępowanie antymonopolowe zajmie dużo czasu, zanim przyniesie znaczące zmiany w branży technologii reklamowych. Wydawcy są sfrustrowani, że pozew przeciwko Google koncentruje się głównie na umowach dystrybucyjnych firmy, które czynią ją domyślną wyszukiwarką, ale nie rozwiązują ich kluczowego problemu związanego z praktykami firmy w reklamie online.

Według niedawnego badania przeprowadzonego przez brytyjskie organy ds. Konkurencji tylko 51 centów z każdego dolara wydanego na reklamę dociera do wydawcy. Pozostałe 49 centów po prostu wyparowuje do cyfrowego łańcucha dostaw. Oczywiście wydawcy powinni być tym sfrustrowani. Sprawa DOJ rzuca światło na trudną rzeczywistość naszej branży:

Utknęliśmy.

Wydostanie się z bałaganu, który stworzyliśmy, będzie bardzo delikatnym, powolnym i żmudnym procesem. Chociaż Departament Sprawiedliwości podjął pierwsze kroki z Google, z pewnością ma również na celowniku Apple. Jeśli Apple chce być po właściwej stronie tej historii w tworzeniu, gigant powinien zacząć myśleć o tym, jak może współpracować z branżą technologii reklamowych, zamiast próbować ją zdominować.

Co o tym myślisz?

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, jak przetwarzane są dane komentarza.